niedziela, 9 października 2011

Tiguan - powrót

Rano ruszamy w drogę powrotną


Po śniadaniu spacer po zaporze, pewnie nie wiecie jakie 'krowy' tam 'chodzą'. Warto zabrać ze sobą kawałek bułki i jeszcze je trochę podkarmić :)


Ciężko to pokazać na zdjęciu, ale ten 'karpik' ma z 60-70 cm długości, na wigilijną kolację można obdzielić pół bloku ;)

Zapora w Solinie jest największym tego typu obiektem w Polsce. Prawie 665 metrów długości i 82 wysokości naprawdę robią wrażenie. Z wyszukanych ciekawostek warto przytoczyć, że jeśli wzięlibyśmy cały beton wykorzystany do budowy zapory w Solinie i odlali z niego bloczki sześcienne o długości boku jednego metra, to układając je kolejno jeden obok drugiego utworzyłby się mur od Soliny aż do wyspy Wolin (!)
Zaporę wybudowano w latach 1961 - 68, chociaż projekt i przygotowania trwały już od lat dwudziestych ubiegłego wieku. Przerwał je niestety wybuch II Wojny Światowej.


Sama elektrownia jest jedną z dwóch w Zespole Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce (ale o tym za chwilę).


Wracamy do pokoju, pakujemy bagaże do Tiguana i jedziemy dalej. Zjeżdżając od Soliny w kierunku Leska warto zatrzymać się przed mostem na Sanie i spojrzeć na zaporę od strony odpływu.





Żeby naprawdę zobaczyć ogrom solińskiej zapory koniecznie trzeba mieć porównanie. Zbaczamy więc trochę z drogi i zaglądamy do miejscowości Myczkowce, gdzie znajduje się druga zapora z zespołu elektrowni wodnych.


:)


Po drodze zjeżdżam jeszcze z asfaltu, aby pobawić się w grząskim i pochyłym terenie.


Tiguan nie jest samochodem terenowym (Ameryki tu nie odkryłem;), ale jego właściwości jezdne pozwalają na zabawę w zdecydowanie trudniejszym terenie niż zwykłymi osobówkami. Świetnie sprawdza się to na naszych dziurawych drogach, wszelkie dziury (mniej lub bardziej zalepione), łaty, koleiny i wyboje są wybierane przez zawieszenie bez najmniejszego problemu, samochód na tak dużych kołach po prostu przelatuje nad nierównościami.
Jadąc po sypkiej nawierzchni krętym torem jazdy wyraźnie czuć kiedy dołącza się napęd na tylne koła, odnosi się wrażenie, że samochód staje się nadsterowny :) Można się do tego szybko przyzwyczaić i nie stwarza to większych problemów podczas jazdy.

czarcia skała pod Leskiem, 







nie można podjechać pod samą skałę, więc musicie się zadowolić takimi zdjęciami:)
Naprawdę mało osób zna to miejsce, a znajduje się ono tuż przy głównej drodze z Leska w Bieszczady.
O tej skale pisał Aleksander Fredro, pamiątkowa tablica wryta w ścianie skały jest niestety regularnie niszczona...
Legedna o tej skale głosi, że diabeł rozłupał górę na pół i rozrzucił po ziemi. Jedna połówka wylądowała tutaj, a druga podobno gdzieś nad morzem. Prawda jest jednak trochę bardziej przyziemna ;)
Jedziemy dalej, dojeżdżamy do Sanoka, na zamku chyba jeszcze jest wystawa obrazów pochodzącego z tego miasta Zdzisława Beksińskiego. Nie ma czasu, zamek oglądamy tylko przed przednią szybę


Dalej
skansen w Sanoku, 



Jest już wczesne popołudnie, a krótki spacer po tym pięknym muzeum kompletnie nie ma sensu, jeśli wchodzić, to tylko żeby zobaczyć całość ekspozycji (spokojnym krokiem będzie 2-3 godziny spaceru). Podejmujemy decyzję, że tym razem odpuszczamy. Kilka zdjęć przy wejściu :)



 i piękny San przy skansenie:


następnie

XIVwieczny drewniany kościół w Haczowie, 


kolejne niesamowite miejsce na naszej drodze. Ponad 600letnia wieś niby nie wyróżnia się niczym szczególnym (oprócz tego, że całe dzieciństwo spędzałem tam wakacje, ferie, itp ;), jednak w jej centrum, trochę za drzewami nad brzegiem Wisłoka znajduje się zabytkowy drewniany kościół. Jest to najstarszy, największy i najlepiej zachowany drewniany gotycki kościół Europy. Został zbudowany w XIV w. w konstrukcji zrębowej, czyli nie użyto ani jednego gwoździa (!) przy jego stawianiu.





nie udało się niestety wejść do środka, ale jeśli kiedyś tam będziecie, to zachęcam do poszukania proboszcza/kościelnego/siostry zakonnej (niepotrzebne skreślić) którzy bardzo chętnie oprowadzą po tym cudzie średniowiecznej architektury. Koniecznie zapytajcie ich wtedy o wyryte na ścianach kościoła zapiski o największych powodziach we wsi.
Niedzielny obiad u moich rodziców i krótki odpoczynek pomagają zebrać siły na drogę powrotną. Niestety nasza wycieczka powoli dobiega końca. Korzystają ze znajomości okolicy po raz kolejny zabieram Tiguana w teren.













jeszcze tylko 
zamek Fredry w Odrzykoniu (zamek Kamieniec)




a właściwie nie Fredry :) Tylko Skotnickich i Firlejów :P Na podstawie historii tego zamku i długoletniego sporu tych rodzin A. Fredro napisał 'Zemstę'. 
Słońce chyli się ku zachodowi, znowu musimy z czegoś zrezygnować, do samego zamku nie wchodzimy, znajduje się tam ciągle rozbudowywane, ale jednak skromne muzeum (militaria, pamiątki po poprzednich właścicielach, itp). Nie jedziemy również na rezerwat skalny 'Prządki', byliśmy tam w zeszłym roku, a znając realia ruchu drogowego zapowiada się długa droga do domu.



Nie myliliśmy się, droga powrtona do Pilzna ciągnie się jak nigdy. Przy okazji kolejnego stania na światłach remontowanego po zeszłorocznych powodziach mostu popełniam coś takiego:



 Międzynarodowa 'czwórka' zapchana aż po horyzont nieprzerwanymi sznurami samochodów w obie strony. Aby chwilę odpocząć i trochę przeczekać natężenie ruchu zjeżdżamy do Tarnowa. Krótki spacer po rynku przy rześkim powietrzu dobrze nam robią.




a i ruch na drodze jakby trochę mniejszy :)
23:30
Po dotarciu na Śląsk,  pamiątkowe zdjęcie pod Spodkiem w Katowicach. 







To był naprawdę pracowity weekend :)


Podjeżdżając pod dom sprawdzam jeszcze tylko asystenta parkowania. Dziwne uczucie, gdy samochów jadąc sam dynamicznie kręci kierownicą i niemalże bezbłędnie robi 'kopertę', która swego czasu była zmorą na egzaminach na prawo jazdy (nadal jest?) albo parkuje prostopadle tyłem.




Czy potrzeba jakiegoś podsumowania? 1005 kilometrów, 3 dni, dwójka ludzi i jeden samochód. Nie sądziłem, że cały weekend za kółkiem będzie tak mało męczący. Komfort i dynamika jazdy Tiguana sprawiają, że naprawdę można odpocząć prowadząc ten samochów. Skrzynia DSG powoduje, że zapominasz o lewej nodze :) a jeśli chcesz decydować o tym, kiedy zmienić bieg, masz do dyspozycji przyciski za wieńcem kierownicy :D Tempomat, zestaw multimedialny, do którego swoją ulubioną muzykę podpinasz przez usb lub wsadzając kartę SD, nawigacja, systemy parkowania, keyless, start&stop... jasne, ten egzemplarz był wyposażony trochę lepiej niż standard, ale to wszystko powoduje, że uśmiechasz się na samą myśl, że zaraz trzeba będzie jechać w dalszą drogę. Tylko te weekendy jakieś takie.. krótkie.







Chciałbym również w tym miejscu podziękować całej ekipie Volkswagen Polska oraz ekipie opiekującej się  fanpage'em VW na facebook'u, która przyłożyła łapki do konkursu. Pozdrawiam również przesympatyczną i megaprofesjonalną ekipę salonu Besmarex w Zabrzu! 







Tiguan - duża pętla


W sobotę rano jestem już w Bieszczadach, na początek, jeszcze w porannych mgłach oglądam Tarnicę, najwyższy ich szczyt.

... ale wcześniej spojrzenie na spowite mgłą Lutowiska:



Jeszcze tylko rutynowa kontrola Straży Granicznej i dojeżdżamy do Wołosatego. Szybka akcja na łące...


...i chwilę później Słońce wyłania się ponad górami:


przy okazji pozdrawiam miłego pana sprzedającego bilety wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego, który pozwolił nam na chwilę wejść na szlak, aby zrobić to zdjęcie. Wystarczyło podejść na polanę koło studni za starym cmentarzem :)

Słońce pnie się ku górze, trzeba coś zjeść. W Wołosatym jest stadnina koni huculskich, wybrałem to miejsce na śniadanie.




Chwila odpoczynku i tak naprawdę pierwszy moment, kiedy można trochę lepiej przyjrzeć się Tiguanowi. Fabryczne opony 235/50 R18 Continentala pomimo dość wysokiego środka ciężkości samochodu powinny nieźle trzymać go na asfalcie. I faktycznie, potwierdza się to podczas jazd po bieszczadzkich serpentynach, zwłaszcza w drodze na Przełęcz Wyżnią nad Berehami Górnymi.











Następnie Ustrzyki Górne i przełęcz Wyżnia nad Berehami Górnymi, panorama połonin, foto i jedziemy dalej.

Schronisko 'Chatka Puchatka' na Połoninie Wetlińskiej

Widok na Połoninę Caryńską z Przełęczy Wyżniej
 Kilka strzałów na przełęczy:





Iza wygrzewa się na masce :)


Ci sami strażnicy graniczni, którzy przed 7mą rano kontrolowali nas w Ustrzykach Górnych przyjechali później na przełęcz. Trochę mieli dziwne miny, jak Iza jeździła tam i z powrotem, abym mógł zrobić kilka zdjęć na serpentynach :D

Jedziemy dalej 'dużą pętlą', a ja cały czas rozglądam się za ciekawymi miejscami, gdzie można zrobić fajne zdjęcie oddające klimat wyprawy ;)



Dojeżdżamy do Baligrodu, cmentarz żołnierzy polskich i radzieckich poległych podczas II Wojny Światowej oraz w walkach po jej zakończeniu przypomina o tragicznych dziejach terenów, po których podróżujemy.



Chwila odpoczynku i ruszamy w stronę 'małej pętli'. Oczywiście mając do dyspozycji Tiguana wybieram drogę na skróty, przeż Stężnicę i Górzankę. Znak na wjeździe informujący o trzech przeprawach przez rzekę specjalnie mnie nie rusza :) Po za tym w tym rejonie dosyć dawno nie było opadów...


Dojeżdżam do Jeziora Solińskiego, Polańczyk i widok zapory w Solinie o zachodzie Słońca ściskają za serce.







Sezon żeglarski powoli się już kończył i mnóstwo właścicieli żaglówek zbierało je już z wody.



Następnie Solina, szybkie znalezienie noclegu i spacer po zaporze.




Obowiązkowy pstrąg na kolację


Pstrąg przy zaporze jest takim samym obowiązkowym elementem, jak wschód Słońca nad Tarnicą. Nigdzie indziej nie smakuje on tak, jak w Bieszczadach :)

Wykończeni ciężkim dniem zasypiamy baaardzo szybko:) Jutro powrót.