sobota, 14 stycznia 2012

O pewnych układach

W Polsce, oprócz kilku podstawowych jednostek miar, powinno wprowadzić się co najmniej jedną dodatkową. Układ jednostek miar ustanowiony przez pewną bardzo ważną międzynarodową organizację zawiera podstawowe jednostki, którymi posługuje się praktycznie cały świat. Ale, jak to pokazuje życie, obyczaje ludowe plemion środkowoeuropejskich są ciut odmienne od regionalnej średniej.

Ostatnio coraz częściej dochodzę do wniosku, że w obowiązującym w Polsce układzie jednostek miar powinniśmy wprowadzić dodatkową jednostkę: flaszka.
Flaszka byłaby miarą załatwiania czegoś. Chcesz zorganizować farbę do pomalowania pokoju? Kup flaszkę. Sąsiad pomógł Ci wnieść meble na czwarte piętro? Nie dziękuj, przynieś flaszkę. Chcesz odzyskać zgubioną kartę bankomatową? Zamiast znaleźnego, daj flaszkę...
Która to już kolejna w barku...  a co miałem powiedzieć? ile warta jest znaleziona karta płatnicza bez pin'u? Tyle, co kłopoty z wyrobieniem nowej i zastrzeżeniem starej, chyba nie więcej? 
Mam nadzieję, że gość wypije za moje zdrowie, było widać, że ma dużo okazji.




czwartek, 12 stycznia 2012

piątek, 13go...

...na mnie nie działa. A przynajmniej nigdy nie działał... Przesądny za bardzo nie jestem, ale parę ładnych lat temu zauważyłem pewną ciekawą zależność. Nie miałem pecha w piątek 13go, ale dzień wcześniej, czyli czwartek 12go. Raz grając w kosza wpadłem na drabinki (ach, te sale gimnastyczne w naszych szkołach....) i dosyć poważnie skręciłem staw skokowy, następnym razem na zawodach szkolnych gość z przeciwnej drużyny złamał mi nos (z przemieszczeniem...). Jakoś czwartek 12go nie był najszczęśliwszą dla mnie datą.

Dzisiaj jednak wszystko przebiegło normalnie, a nawet lepiej niż normalnie. Przed blokiem znalazłem kartę bankomatową, okazało się, że właściciel mieszka 3 klatki dalej. Jutro powinienem zgłosić się po znaleźne, prawda?
Gorzej miała 'moja lepsza połówka', złapany kapeć w aucie poskutkował brutalnym przypomnieniem sobie jakże ekscytujących przeżyć związanych z podróżami transportem publicznym...

A w tym roku takie dni spotkają nas jeszcze w kwietniu i lipcu! :)

niedziela, 8 stycznia 2012

Ga-Pa

Będąc w pobliżu, nie można pominąć bawarskiego odpowiednika naszego Zakopanego, czyli Garmisch-Partenkirchen. Dobrze znana polskim kibicom skoków narciarskich miejscowość słynie ze swej skoczni.




Skocznia, jak skocznia. Każdy może ją sobie dokładnie pooglądać 1go stycznia każdego roku podczas Turnieju Czterech Skoczni. Osobiście wolałbym oglądać wysadzanie w powietrze starego obiektu, ale dzisiaj nie o tym....

Nieopodal ośrodka narciarskiego znajduje się dosyć ciekawy wąwóz Partnachklamm.


Rzeka Partnach przecięła pasmo wzgórz na długości prawie kilometra. Do głębokości nawet 80 metrów. Niesamowite miejsce.

wejście rzeki w przełom

 

 



Sądzę, że zimą jest tam jeszcze ciekawiej :)



Misterny plan

Kontynuujemy podróż po Niemczech.
Czas wolny podczas pobytu w obcych miejscach należy wykorzystywać pożytecznie, najlepiej zwiedzając okolicę.

Znacie ten zamek?

źródło: idntourism.com

jeśli na pierwszy rzut oka nie wydaje się on Wam znajomy, to może w tej wersji szybciej go poznacie:

źródło: popapostle.com

Chociaż wersja disney'owska ciut różni się od oryginału, to podobno właśnie na oryginalnym niemieckim zamku Neuschwanstein wzorowali się twórcy zamku w Disneylandzie.
Zupełnie przypadkowo znalazłem ten zamek, jako jedną z najbliższych atrakcji turystycznych rejonu, w którym przebywałem. Szkoda byłoby nie pojechać :)

Plan był dosyć prosty, ale miał przynieść duże efekty w postaci ciekawych i (co chyba ważniejsze w przypadku tego zamku) rozpoznawalnych kadrów popularnej budowli. No cóż, na miejsce zajechaliśmy po pracy  i zamek był już zamknięty dla zwiedzających. Trudno, wnętrza zamków jakoś strasznie mnie nie interesują, jeśli nie mam akurat ciekawej modelki ze sobą (a nie miałem...), więc strata niewielka. Pozostało wdrapać się po stromym chodniku pod sam zamek i obejrzeć go z każdej możliwej strony.



Z bliska budowla nie robi specjalnego wrażenia, może gdyby udało się wejść na dziedziniec... Wszystko za sprawą wysokich murów, którymi zamek jest otoczony.



Miejscowi ludzie gadają, że król Bawarii, Ludwik II Bawarski, który kazał wybudować sobie ten zamek, był bardzo dziwnym człowiekiem. Nie przepadał za swoimi podwładnymi, nie przepadał za służbą, nie przepadał za ludźmi w ogóle. Zamek wybudowano na dosyć niedostępnej wysokiej i stromej skale, ale za to z widokiem na płaskie przedgórze i wielkie okoliczne jeziora, widać prawie pół Bawarii ;)





 I chociaż sam król skończył niezbyt ciekawie, to jednak chatę potomnym pozostawił zacną. Podobno jest to najszybciej (od śmierci właściciela) udostępniony zamek dla ruchu turystycznego. Minęły zaledwie dwa tygodnie i pierwsza zgraja turystów mogła za niewielką opłatą przemaszerować po komnatach zamku Neuschwanstein.

Cały misterny plan wziął jednak w łeb, bo o charakterystym kadrze z pierwszego foto mogłem sobie pomarzyć. Aby je wykonać, należałoby po pierwsze trafić na lepszą pogodę, po drugie przyjechać wczesnym rankiem, a po trzecie wspinać się jakieś trzy-cztery godziny pod górę. Pozostało zadowolenie się dostępnością innych widoków w okolicy, więc efekt wycieczki był taki, że najlepsze zdjęcie zrobiłem jeszcze zanim podjechaliśmy pod zamek, właśnie na płaskim terenie wokół jezior, na które spoglądał drzewiej król. Na zdjęciu znajduje się mały kościół pośród pól...