czwartek, 17 maja 2012

Pod Słońce

Co za dużo, to niezdrowo, więc proponuję chwilowy przerywnik zdjęć koncertowych :) Ponieważ kolejne zaległości zostają przeze mnie nadrabiane, trzeba pokazać coś innego. Poznajcie zatem Ilonę. Bardzo sympatyczną studentkę, z którą już kiedyś przyszło mi współpracować przy fotach. Ostatnio (czyli jakieś dwa i pół miesiąca temu:) ponownie dałem się namówić na wspólny wypad.
Zależało mi bardzo na fotach pod Słońce. Pomimo, iż wcześniej już podejmowałem takie próby, to jakoś nie przypominam sobie aż tak ciekawych efektów. Wam też wszyscy powtarzają bzdurną zasadę, że nie robi się zdjęć pod światło? Się robi, tylko wymaga to trochę zachodu :P









Gwiazda

Jak obiecałem w poprzednim poście dzisiaj gwiazda koncertu w Parku Śląskim kończącego Dni Województwa Śląskiego.
Gwoździem programu był koncert Manu Chao La Ventura. Przychodząc 10 minut przed koncertem przed sceną było może z 300 osób, po wyjściu z fosy (po trzech pierwszych piosenkach, podczas których można było focić) nie było już miejsca, gdzie mógłbym stanąć! Ludu przyszło mnóstwo. Takiej energii płynącej ze sceny dawno nie widziałem. I nawiasem mówiąc, sądziłem, że długo nie zobaczę (a zobaczyłem już dwa dni później, ale o tym pewnie wkrótce:). Przez pierwsze trzy piosenki Manu praktycznie nie stawał w miejscu poza momentami, w których musiał coś dłużej zaśpiewać przy mikrofonie. Chyba nie muszę pisać, jaki to problem uchwycić skaczącego po całej scenie kurdupla i zrobić mu ostre zdjęcie przy oświetleniu scenicznym porównywalnym z zakurzoną żarówką na strychu u babci? I do tego jeszcze mnóstwo ludzi trzeba omijać, bo fosa dziwnym trafem była pełna. Opierałem się więc o spust migawki, waliłem serię 8-9 zdjęć i przemieszczałem się dalej. To był jedyny sposób, żeby spróbować uchwycić jakąkolwiek ostrość :) Całe szczęście skierowano na niego strumień dosyć ostrego światła z reflektoru umieszczonego nad stanowiskiem akustyka, więc mogłem skrócić serie do 5-6 zdjęć ;)











Doszły mnie słuchy, że artysta jest zadufanym w sobie pajacem (z resztą jak spora część mieszkańców pięknego kraju leżącego nad Loarą i Rodanem). Gwiazdorzył za kulisami, odgrażał się, że jeśli ktokolwiek będzie robił zdjęcia dłużej, niż trzy piosenki, to zejdzie ze sceny, nie pozwalał się do siebie zbliżyć, ani tym bardziej zrobić fankom ze sobą zdjęcia. Przy odbiorze akredytacji musiałem podpisać oświadczenie, że przekażę mu nieodpłatnie wszystkie zrobione podczas koncertu zdjęcia... Ciekawe, prawda? I żeby tego było mało, po każdej piosence krzyczał 'Thank you, Katowice!', 'You are crazy, Katowice!' - czy nikt, do cholery, nie mógł mu powiedzieć, że jest w Chorzowie ??


wtorek, 15 maja 2012

Stare miasto


Wyjeżdżając na dłuższy majowy weekend i wracając z niego nawet nie podejrzewałem, że tuż po nim czeka mnie tak pracowity czas :)
Rzutem na taśmę załapałem się na ostatnie dwa koncerty Dni Województwa Śląskiego.
Wypociny z pierwszego z nich mogliście oglądać bez zbędnych prób udawania, że potrafię napisać coś z sensem w poprzednim poście :) Żebyście jednak nie myśleli, że będzie to standardem, dzisiaj się zebrałem w sobie i napisałem kilka słów :)
Dzień po koncercie Lamb, w niedzielę, w parku chorzowskim (obecnie nazywanym śląskim) odbył się koncert finałowy. Zimno, mokro, ale na szczęście do domu niedaleko:). Dobrze, że wieczorem nie padało i trochę się ociepliło, więc ludzie powyłazili z krzaków i gwiazda wieczoru grała przy tłumnie zgromadzonej publiczności (jednakże sądzę, że gdyby nadal leciał Taniec z gwiazdami, to tłum nie byłby tak liczny...:).
O gwieździe jeszcze napiszę, a tymczasem zapodaję foty z koncertu Lao Che:









Szkoda, że grali jeszcze po jasnemu, po zmroku z pewnością koncert miałby inny klimat, ale i tak było nieźle. Przynajmniej światło do zdjęć dopisywało :)


...w uszach zostało:
"Stare Miasto, Stare Miasto,
Wiernie Ciebie będziem strzec,
Mamy rozkaz Cię utrzymać,
Albo w gruzach twoich lec"