poniedziałek, 9 lipca 2012

Kilka pieczeni

Zgodnie z obietnicą uciekamy na chwilę od Metalfest'u.
Parę tygodni temu w króciutkim przerywniku koncertówek przedstawiłem Wam Ilonę. Popełnione przeze mnie, przy okazji krótkiej sesji na katowickim Nikiszowcu, zdjęcie było typowym kadrem pod światło i chociaż nie wypadło najgorzej, to osobiście uważam, że jeszcze trzeba trochę poćwiczyć. Trochę dał się we znaki brak rozproszenia błysku. Wszystko przez brak możliwości pilnowania cały czas lampy (lamp) na statywie (statywach) z parasolką - byliśmy tylko we dwoje. Okolica może być różna, nie wiadomo na kogo się trafi, a wiejący wiatr w tym wszystkim nie pomaga...  więc jakby ktoś miał ochotę załapać się następnym razem na asystenta, to zapraszam ;)
Oczywiście foto pod Słońce nie było jedynym, które miałem zamiar wykonać tego dnia. Reszta miała być taka, aby Ilona była zadowolona, bo po poprzednim spotkaniu chyba niewiele się Jej podobało :P
Dlatego też trochę trwało, zanim uporałem się do końca z pomysłem na obróbkę (zazdroszczę tym, którzy mają od tego ludzi :) i mogę w końcu pokazać coś światu:








Bo to jest tak, że jak już coś obiecam, to słowa dotrzymuję. A ponieważ potrzebuję czasem motywacji, więc obiecuję, aby mieć porządny pretekst, żeby się z tej obietnicy wywiązać i coś zrobić w danym kierunku. Kumacie? Nie? ;) Już tłumaczę: musiałem obiecać Wam przerywnik od koncertówek, bo inaczej nigdy nie zabrałbym się za pokazanie powyższych zdjęć na blogu. Obiecane - dotrzymane, zdjęcia są!
Sesja na Nikiszu również miała być pewnego rodzaju pretekstem. Pretekstem, aby w końcu się tam wybrać!... Wcześniej moje drogi nigdy nie wędrowały przez ten teren. W ten oto sposób i wilk syty (byłem na Nikiszu), i owca cała (Ilona ma fajne zdjęcia:)