sobota, 6 kwietnia 2013

Sommaroy

Po wielu przystankach dotarliśmy na koniec świata. Na wyspę prowadzi typowy dla norweskiego krajobrazu most:



Po przejechaniu przez most dotarliśmy do małego miasteczka.


Oprócz kilku domków i hotelu jest tam również zakład przetwórstwa ryb. Jak się okazało, również tam pracują Polacy:) Tym razem natknęliśmy się na ekipę z Dolnego Śląska...
Pogoda nadal nie nastrajała pozytywnie na nocne polowanie na zorzę, ale póki co cieszyłem oczy kolorem wody w oceanie.






Do Tromso wróciliśmy krótszą trasą, która faktycznie okazała się mniej malownicza od dłuższej.




wtorek, 2 kwietnia 2013

W drodze do Sommaroy

Pierwszego dnia popołudniu zadzwoniłem do gościa, od którego wynajmowaliśmy pokój, potrzebowałem hasła do sieci wifi, aby na bieżąco śledzić prognozę pogody! Połączenie zostało przekierowane do jego pracownika, opiekującego się w tym czasie 'interesami':) Odebrał, przedstawiłem się, wyjaśniłem, że jestem nowym gościem, wszystko po angielsku, aż tu nagle w słuchawce: "Gawarisz pa ruski?" Zamurowało mnie totalnie, trzeba było widzieć moją minę! W sumie po rusku nie gadam (jeszcze:), ale przecież z Rosjanami możemy się dogadywać tak samo, jak np. z Czechami, więc nie było dużego problemu. Po 10 minutach Evgeni był już razem z żoną u nas w pokoju. Dowiedziałem się, że właściciel domu jest na wakacjach, że wróci dopiero na koniec naszego pobytu, że w Trosmo jest dużo Polaków i jeśli chcemy, to możemy złapać kontakt z jednym z nich. Nie czekając specjalnie na moją odpowiedź, Evgeni chwycił telefon, wybrał numer i po chwili rozmawiałem już z p. Zdzisławem, Polakiem, który od wielu lat mieszka w Norwegii. Umówiliśmy się na następny dzień na kawę. Świat naprawdę jest mały, a ja zawsze dopowiadam: a Polacy są wszędzie.
Okazało się, że p. Zdzisław jest w Norwegii od wielu lat, a od dziewięciu mieszka i pracuje w Tromso. Zna tam prawie wszystkich, bo pracuje jako kierowca. Cały ranek przesiedzieliśmy przy kawie, opowiedział nam wiele ciekawych rzeczy o kraju, zwyczajach i ludziach, ale nie będę ich tutaj przytaczał, bo wpis rozrósłby się do zbyt wielkich rozmiarów (a jeszcze czekają zdjęcia), więc wspomnę tylko o miejscach i trasach, które polecił do odwiedzenia. Do Sommaroy i tak mieliśmy jechać, ale prowadzą tam dwie drogi - dowiedzieliśmy się, że dłuższa jest lepsza i właśnie nią wybraliśmy się następnego dnia na wycieczkę.

Trzeci dzień naszego pobytu miał być ładny, słoneczny i stosunkowo ciepły, więc właśnie wtedy chcieliśmy się wybrać na dalszy wypad za miasto. Celem było właśnie Sommaroy, małe miasteczko na wyspie Sommaroya na Morzu Norweskim. To już wybrzeże Atlantyku, dalej jest tylko otwarty ocean. Niestety nie tylko u nas prognozy pogody się nie sprawdzają, a w drodze wszystkie lepsze widoki zasłaniały mgły i chmury:



Oczywiście pojechaliśmy trasą poleconą przez p. Zdzisława. Nie byłbym jednak sobą, gdybym co chwilę z niej nie zjeżdżał i zwiedzał okolicy. Pamiętajcie o tym, gdy kiedyś będziecie ze mną jeździć. Przejechanie 70km zajęło nam ponad trzy godziny. Mieliśmy cały dzień dodyspozycji, więc nigdzie nam się nie spieszyło. A to mostek w lewo, a to droga gdzieś pomiędzy domami... jest wiele dróg, którymi można pojechać.



Jeszcze nigdy nie żałowałem, zawsze znajdę coś ciekawego:)



Z dala od drogi, we mgle znaleźliśmy resztki wraku drewnianego statku. Właśnie 'zwiedzała' go grupka fotografujących turystów, więc musieliśmy chwilę poczekać.



Właśnie kończył się odpływ, ale Iza zdążyła jeszcze zebrać kilka muszelek.



Główna droga biegła nad brzegiem morza.





W Norwegii można łowić w morzu bez żadnego zezwolenia. Wystarczy zabrać wędkę, po drodze w sklepie kupić duże krewetki, założyć je na haczyk i bez problemu wyciąga się kilkukilogramowe dorsze prosto z morza.



Im bliżej Sommaroy, tym ciekawsze widoki :)



Samo miasteczko, głównie z powodu pogody, nie było dla nas zbyt gościnne, ale o tym w następnym wpisie;)