wtorek, 22 kwietnia 2014

302

Dzisiejszy dzień sponsorują liczby 300 i 2.
300 bo D300, paruletni już aparat marki Nikon, a 2 = dwa tygodnie.
Tyle czasu minęło od wysłania mojego aparatu do oficjalnego profesjonalnego serwisu Nikona w Warszawie, a do dnia dzisiejszego nie otrzymałem jeszcze nawet WYCENY (!) standardowych prostych czynności w znanym, dosyć leciwym sprzęcie, o które poprosiłem: wymiany gum na obudowie (sic!), wyczyszczenia matrycy, przeglądu i konserwacji układu podnoszenia lustra. Czy można wyobrazić sobie bardziej podstawowe czynności serwisowe? Czuję się zbulwersowany i zdegustowany.
Ani nie jest to najnowszy model, do którego nie ma części zamiennych na stanie, ani nie są to wyszukane czynności serwisowe, które wymagałyby zaangażowania połowy studentów wydziału elektronicznego Politechniki Warszawskiej, ale standardowe sprawy, które powinny znajdować się w tabeli cennikowej pod hasłem: "praktykant pyka to w przerwie obiadowej".
I żebym nie dzwonił przed wysłaniem, i nie mówił, że mam dwa i pół tygodnia, i nie zapytał: czy zdążycie? I żeby nie odpowiedzieli, że tak, postaramy się, proszę napisać to w przesyłce. I żebym nie napisał, że proszę uprzejmie o sprawne działanie, aby aparat po dwóch tygodniach do mnie wrócił... To może bym nie wysłał, poczekał na inny termin, gdy aparat nie byłby mi aż tak potrzebny... Jak debil, miałem nadzieję, że komu, jak komu, ale serwisowi Nikona można zaufać... Taki człowiek stary, a taki głupi :/

Piosnka na wieczór:


Po dzisiejszej rozmowie zostałem zapewniony, że aparat został wycofany z działu technicznego (że niby jakiego?!?) i jutro zostanie do mnie wysłany. Oby... W czwartek wieczorem kolejny koncert...